ZUS okrada pracujących, upokarza świadczeniobiorców

„Prawdziwymi obywatelami są tylko wolni ekonomicznie ludzie w pełni odpowiedzialni za swoje działania” – twierdzi Tomasz Kiejstut Dąbrowski, bloger od lat bezkompromisowo krytykujący polski system społeczno-polityczny i służące mu instytucje. To ważne zdanie w kontekście działalności ZUS. ZUS, jak widzimy choćby po „pałacach” rozsianych po całym kraju i głośnych medialnie innych przejawach nieliczenia się z publicznym groszem, ma się świetnie. I to mimo coraz bardziej powszechnej krytyki i niechęci obywateli. Dlaczego tak jest?

„Tymczasem chciałbym się skupić na kolejnym zagadnieniu mojej antyzusowej odysei tj. tych, którzy są obecnymi beneficjentami tego systemu, bądź w bardzo nieodległej przyszłości się nimi staną. Na dziś to armia około 7,5 mln ludzi. To grupa, której liczebność wzrasta w zastraszającym tempie.

Ale nie tyle sama liczba jest tu kluczową kwestią co proporcja w stosunku do tzw. osób w wieku produkcyjnym. Ta z roku na rok się pogarsza. Maleje liczba urodzin, jednocześnie ogromna liczba dwudziestoparolatków nie pracuje mimo wielkiej chęci do pracy, bo po prostu pracy dla nich nie ma. Konsekwencje są łatwe do przewidzenia. Obecny system sprawi, że dzisiejsi młodzi, zanim zaczną normalnie zarabiać i odprowadzać składki, dojadą do 30tki, a potem i 50 lat harówy może się na niewiele zdać bo na dole piramidy emerytalnej spuchnie czubek, a podstawa znacząco się skurczy.

Wróćmy jednak do sedna dzisiejszej pogadanki tj. obecnych emerytów i rencistów. To grupa ogromnie zróżnicowana, bardzo podzielona przede wszystkim dzięki działaniom ustawodawców dzielących ich na równych i równiejszych. Ubezpieczeniowych świętych krów jest mnóstwo, a najgorsze narosłe wokół tego patologie można wyrecytować jednym tchem:

– 4o letni mundurowi emeryci,
– 45 letni górniczy emeryci z bardzo wysokimi świadczeniami na dodatek,
– niższy wiek emerytalny dla kobiet niż mężczyzn choć Ci ostatni żyją średnio znacznie krócej,
– świadczenia z KRUS dla rolników pomimo, że płacą miesięczne składki niższe od przeciętnego kieszonkowego ucznia III klasy podstawówki,

Wszystkie te 4 problemy to problemy realne a nie polityczne. Niestety w Polsce spogląda się na to tylko przez pryzmat wygranych lub przegranych wyborów. Z założenia te grupy razem wzięte dają lekko licząc 70-80% społeczeństwa, zatem czynienie czegokolwiek co mogłoby tych ludzi zirytować byłoby politycznym samobójstwem. Zatem każda partia operująca w krótkiej 4 letniej perspektywie kadencji Sejmu i Senatu czuje się, chcąc nie chcąc, zakładnikiem prawdziwych czy wyimaginowanych potrzeb tych ludzi.

Wszelako szybko może się okazać, że myślenie polityków jedynie w kategoriach tych grup społecznych, jako najżywiej zainteresowanych konserwacją obecnego systemu, może okazać się, przy drobnym tylko impulsie, płonna. Wystarczy posłuchać rozmów seniorów w autobusie, czy historii jakiegoś znajomego rencisty. Większość tych ludzi na słowo „ZUS” reaguje jeszcze żywiej i jeszcze bardziej nienawistnie niż statystyczny właściciel małej firmy. Owszem, taki drobny przedsiębiorca krzywi się, złorzeczy jest wściekły, wypełniając co miesiąc te RMUA, MUA, MUŁA robiąc przelewy do przepastnego emerytalnego kotła.

Wystarczy jednak wspomnień licznych historii starszych ludzi, którzy w zetknięciu z biurokratycznym potworem ZUS, w poczuciu absolutnej bezsilności, krzywdy i upokorzenia, porywali się na akty agresji z groźbami na czele. To jedna z najsłynniejszych w ostatnim czasie takich historii.

Łatwo sobie wyobrazić schorowanego 75 latka, który uczciwe harował przez kilkadziesiąt lat, a dzisiaj gdy przychodzi raz na jakiś czas wyjaśnić coś w ZUSie natrafia na mur obojętności, musi zmagać się z urzędniczym bełkotem. Stoi osamotniony i przytłoczony przepychem „pańskich dworów” z przepastnymi dziedzicami, patio, marmurami, złoconymi zdobieniami, szklanymi elewacjami.

Dziś te osoby są traktowane tak jakby przychodziły po jałmużnę. Państwo im „daje”. Państwo czyni wszystko, żeby czuli, że nie otrzymują tego na co ciężko zapracowali, ale dostają coś z łaski. W gruncie rzeczy faktem jest, że seniorzy dostają już nie swoje pieniądze. Otrzymują świadczenia z bieżących składek ludzi pracujących. Myślę, że wielu z nich jest tego świadomych. Oczywiście liczni przyjmują typową polską postawę: „Mi się należy i nie interesuje mnie skąd ta kasa! Ma być i koniec!”

Inni jednak czują się jak nędzarz, który niegdyś został obrabowany i musi zdawać się na łaskę i niełaskę dobrych ludzi. Dziś za tego „dobrego człowieka” robi ZUS. Bardzo wielu starszych, wychowanych na przedwojennym etosie czuje się w takich warunkach fatalnie psychicznie. Wysokość świadczeń (na pewno tych co długo pracowali i dużo relatywnie zarabiali) woła o pomstę do nieba a ich wysokość rzeczywiście bardziej przypomina zapomogę niż uczciwe świadczenie.

Niestety obok tych osób z 40 letnim i dłuższym stażem pracy są całe miliony 50 letnich i młodszych pseudoemerytów, którzy w pełni sił zdecydowali się na niewysokie świadczenie, ale za to z miłą ich sercu perspektywą wieloletniego, błogiego lenistwa za kasę. Takie osoby dzięki zawodowej przynależności niejednokrotnie cieszą się zbliżonymi emeryturami do osób ze znacznie dłuższym stażem pracy. I to oni właśnie najgłośniej krzyczą o „jałmużnach” i biadolą, że dostają mało.

Nie chcę przez to pisać, że mam gotową receptę komu przyznawać prawo do protestu, a kogo żądania uznawać za całkowicie bezpodstawne. System, ten chory upadlający nas system, wrzucił wszystkich do jednego finansowego wora. Dał przywileje tym co mają siłę polityczną, staż pracy i wysokość odkładanych pieniędzy stawiając w pozycji drugorzędnej.

Poczucie niesprawiedliwego potraktowania dotyka najsilniej tych u schyłku życia. Jednak w odróżnieniu od polityków nie traktuję wszystkich emerytów i rencistów jednakowo. Staram się odróżniać bezczelnych roszczeniowców od tych co mają naprawdę mocne podstawy do uczucia goryczy. Przykładowa 90 letnia była nauczycielka narzekająca na 800 zł emerytury zazwyczaj zapomina wspomnieć, że pobiera ją już niemal dwa razy tyle czasu ile pracowała. Z drugiej strony sam system zachęca ludzi do przechodzenia na emerytury tak szybko jak się da. Kiedy dłuższy staż pracy oznacza nikły wzrost uposażenia w przyszłości motywacja do pracy gwałtownie spada.

Osobną grupę stanowią renciści, którzy są tą grupą klientów ZUSu, która najsilniej odczuwa na własnej skórze moc słowa „pogarda”. Schorowani, bezradni, mimo lat pracy, mimo obietnic, że to przymusowe ubezpieczenie daje im ochronę, dani są często sami na siebie. Kiedyś pewni, że jak wydarzy się coś strasznego nie zostaną sami, przekonują się, w krytycznym momencie, że są dla wszechmocnego ZUSu śmieciami, potencjalnymi oszustami.

Stają w obliczu komisji lekarskich, które badają, miesiącami roztrząsają czy ktoś stracił tyle a tyle procent zdrowia. ZUS domaga się stosów dokumentów i wypełnienia skomplikowanych procedur. Nie mogą im sprostać Ci najbardziej pokrzywdzeni. I oto chodzi. I tak w Polsce rencista to albo człowiek marginesu, maksymalnie biedny i upodlony – otrzymujący świadczenie będące jego jedynym źródłem utrzymania w wysokości poniżej minimum egzystencji ,albo bardzo cwany osobnik, w znakomitym zdrowiu co wiedział kiedy i komu w komisji lekarskiej zaproponować stosowną gratyfikację.

ZUS nie pełni funkcji służebnej, de facto dzieli i rządzi. Pan życia i śmierci. System dla spryciarzy, wyrzucający poza nawias niewykształconych, słabo obeznanych w pokrętnym rentowo-emerytalnym prawodawstwie.

Tak się dokonuje „sprawiedliwość społeczna”.

Smutne jest jednak, że Ci biedacy, prawdziwi biedacy przywykli do nieustannego upokarzania. Nie wystąpią przeciwko ZUS w poczuciu, że mimo skandalicznie niskich świadczeń mogą zaraz stracić nawet i to.

W świadomości społecznej ZUS staje się w istocie instytucją socjalną. Można jej nienawidzić, ale lepiej je nie podskakiwać bo może odciąć świadczenia wedle swego widzimisię. Niby można się z nimi sądzić, ale kto jak i kiedy z tym czymś wygra? A w międzyczasie żyć trzeba.

Młody nie występuje przeciwko ZUS w przekonaniu, że sprawa go nie dotyczy, przedsiębiorca w sile wieku nie ma czasu, a co mu po nawet i po racji jak po zajęciu nieruchomości i kont ZUS doprowadzi jego firmę do upadku? Stary boi się wszechmocy bezosobowego biurokratycznego monstrum jeszcze bardziej …więcej

Leave A Response

* Denotes Required Field